Listopad to taki dziwny miesiąc — niby jeszcze jesień, ale już z zapachem mandarynek i dźwiękiem świątecznych piosenek w tle. W domach robi się ciszej, myśli biegną do ciepłych koców, zapalonych świeczek… i do prezentów, które chcemy podarować tym, których kochamy najmocniej. Ale co, jeśli w tym roku prezent będzie miał nie tylko formę, ale i cel
Pamiętasz swoją pierwszą skarbonkę?
Może była metalowa, z plastikowym korkiem. Albo różowa i błyszcząca. Albo po prostu słoikiem z naklejoną etykietą „na rower”. Pamiętasz, jak liczyłeś monety? Jak planowałeś, marzyłeś, przeliczałeś jeszcze raz – bo może jednak wystarczy? To było coś więcej niż pojemnik na pieniądze. To było miejsce na nadzieję.
Dziś możesz to dać dalej
Dzieciom, które uczą się cierpliwości. Bliskim, którzy planują wspólny cel. Sobie samemu — żeby przypomnieć sobie, że warto znowu zacząć od początku.
Nie trzeba od razu zbierać na coś wielkiego. Czasem wystarczy marzenie o jednej zimowej wycieczce. Albo o książce. Albo o tym, żeby mieć na wspólną kawę co tydzień, tylko we dwoje.
W grudniu nie chodzi o to, żeby mieć
Są takie prezenty, które nie muszą być duże, drogie ani spektakularne. Ale są ważne. Bo ktoś poświęcił czas, żeby je wymyślić. Bo mają w sobie gest. Bo zostają.
I czasem, kiedy przychodzi zima, ludzie nie potrzebują więcej rzeczy. Potrzebują znaku, że ktoś myśli o nich z czułością.
Co można wrzucać do skarbonki?
Nie tylko monety.
Można wrzucać:
- listki z marzeniami (tak, dosłownie – zapisane na papierze),
- karteczki z planami na nowy rok,
- cytaty na gorsze dni,
- a potem… odrobinę odwagi, żeby to wszystko kiedyś spełnić.
Zaczyna się właśnie teraz
Bo jeszcze nie ma presji świątecznych zakupów. Bo jeszcze można dać sobie czas. Bo właśnie teraz, w listopadzie, najłatwiej zauważyć to, co naprawdę ważne. I może to nie jest tylko o skarbonce. Może to jest o tym, żeby na nowo nauczyć się zbierać – nie tylko pieniądze, ale też intencje, wspomnienia, małe plany. Od pierwszego grosza. I od jednego marzenia.
